Do tej pory na blogu wywiadów nigdy nie było, no nie? No ale tutaj nadarzyła się okazja i przepytałem Maćka Nowackiego, lidera krakowskiego zespołu Kaseciarz. Jest to bardzo sympatyczny, skromny rock`n`rollowiec ze sporym poczuciem humoru. Przekonajcie się sami!

Marcin: Pierwszy album nagrywałeś sam. Materiał na koncertach graliście w składzie czteroosobowym. Z tamtego składu zostałeś tylko Ty, a teraz gracie jako trio. Dlaczego? Czy ciężko wytrzymać w jednym zespole z Maćkiem Nowackim?
 
 Maciek: Skład czteroosobowy przetrwał tylko jeden koncert o ile pamiętam dobrze, potem już graliśmy jako trio
 
 – No to akurat miałem szczęście ten jeden koncert widzieć. A jakie były przyczyny zmian personalnych w składzie?
 
 – Ja mam nadzieję, że to nie chodzi o to, że ciężko jest wytrzymać ze mną, ale raczej zmiany składu wynikały z tego, że przed wydaniem płyty kaseciarz jako zespół nie istniał, a zatem takie przetasowania składu, które normalnie istnieją w każdym zespole, działy się na bieżąco, bo trzeba pamiętać że w sumie istniejemy około 3 lat dopiero.
 
 – Pamiętam, że przed koncertem w fortach bronowickich w Krakowie piliśmy wódę z gwinta. Chyba jakąś jerzynówkę… Ja miałem później lekkie problemy z grawitacją natomiast Wy zagraliście dobry koncert. Czy ten rock`n`roll w Twoim życiu jest wynikiem grania muzyki, czy też muzyka, którą tworzysz jest wynikiem takiego właśnie flow w krwioobiegu?
 
 – Ha! To był wiśniak na rumie, wersja tania bo kosztowała 20 zeta. Wycofali go ze sprzedaży, bo chyba był szkodliwy dla zdrowia. Ja myślę, że u mnie najbardziej naturalnie się gra taką muzykę, jaką robię i raczej nie ma to związku z jakimś konkretnym trybem życia. Być może gdy byłem młodszy o te dwa, czy trzy lata to bym powiedział, że imprezki też są elementem tego wszystkiego, ale dzisiaj wiem, że mógłbym na przykład na co dzień plewić grządki i tak samo bym napierdalał na żywo.
 
 – Nie będę pytał czy znasz Beach Boysów, ale skąd tak silne ukierunkowanie w surf rock? Niewiele zespołów w Polsce gra w ten sposób.
 
 – Nie wiem, po prostu polubiłem to brzmienie i gdy zacząłem robić pierwszą płytę, to ten surf się zrobił bardziej zmutowany, bo jakoś nie cisnąłem, żeby kurczowo trzymać się tej stylistyki. Generalnie mam wrażenie, że i tak nie gramy żadnej tradycyjnej odmiany surfu i jeśli już mamy mówić o tym co gramy, to dzisiaj najbezpieczniej jest mówić na to dziadostwo.
 
 – No to słychać, ale ten surf rock jest pewnym fundamentem dziadostwa. 
Na drugim albumie (już) śpiewasz. Czy instrumentalna forma muzyki Ci nie wystarczała, czy też potrzebowałeś się przełamać by zdecydować włączyć swój wokal do Waszej muzyki?
 
 – Po prostu numery, które wyszły na drugą płytę miały miejsce na wokal. Sam też chciałem spróbować, chociaż bardzo nieśmiało do tego podszedłem. Ale z koncertu na koncert, czuję się coraz pewniej z moim głosem, więc wokal już raczej będzie stałym elementem Kaseciarza.
 
 – I nie będziesz na niego tyle chorusu nakładał jak na ostatnim koncercie w Alchemii?
 
 – Nie wiem, może będę, może nie. Tak naprawdę to wyniknie przy nagrywaniu nowego materiału – wtedy zdecydujemy, co będzie najlepsze dla tego wokalu.
 
 – No jasne. Ja jestem bardzo internetowy. Pamiętam, że jak polubiłem fanpage Kaseciarza na facebooku, to mieliście jakichś 120 fanów. Teraz jest ich ponad 1300. Jeździcie w trasy, występujecie na festiwalach. Co uważasz za największy sukces w dotychczasowej karierze?
 
 – Największym sukcesem jest to, że wytrzymujemy w jednym składzie już od dłuższego czasu, haha. Ale tak na serio to ja cały czas się jaram tym, że tyle ludzi polubiło projekt, który powstawał w naprawdę biednych warunkach. Fajna jest myśl, że ludzie jednak polubili to za pomysł i charakter, a nie wycyzelowane brzmienie z Izabelin Studio.
 
 – Jesteście częścią kolektywu Stajnia Sobieski, który zrzesza kilka krakowskich zespołów. Wszystko toczy się wokół mieszkania będącego studiem nagrań. Jakiś czas temu na imprezie pytałem o to Gosię z Rycerzyków. Jak Ty byś opisał Stajnię?
 
 – Stajnia dla mnie to grupka znajomych, których połączyła miłość do muzyki i melanże. Fajne w tym wszystkim jest to, że bardzo naturalnie to wyszło i wszyscy zgodni byliśmy co do zakładania takiej wspólnoty, bo jakoś czuliśmy że w KRK potrzebna jest „scena” lub coś podobnego.
 
 – To prawda. Niby powstała Krakowska Scena Muzyczna – twór promujący tutejszą scenę. Co o nich sądzisz? Parę fajnych eventów im wyszło.
 
– KSM dla mnie to przede wszystkim coś w rodzaju agencji bookingowej. Fakt jest taki, że potrafią ogarnąć eventy i zrobić to dobrze, ale to nie jest scena sama w sobie. Głównie przez ich rozmiar, bo przecież w ich bazie jest mnóstwo bandów, a dla mnie scena to jest jednak trochę mniejsza grupka osób, którzy się znają i sobie nawzajem pomagają, a całość powstaje na spontanie i nie jest to rozkmina na zasadzie „to my, piszcie do nas, to będziecie w scenie”.
 
– No rozumiem. Stajnia to co innego i coś więcej niźli grupka znajomych. Ja osobiście lubię zespoły składające się na tą grupę (dziś idę np. do Mezcala na Rycerzyki). Podobna sytuacja jest chyba jeśli chodzi o scenę didżejską – tu wyraźnie widać grupę kojarzoną z Bombą i Rozrywki 3.
 
– Rozrywki już nie żyją niestety, ale można powiedzieć, że wśród dj-ów też jest taka sztama. Chociaż ja już dawno wypadłem z obiegu i nie znam się tak na tym.
 
– Czym Kaseciarz może zaskoczyć słuchaczy na kolejnym albumie? Możemy się spodziewać elektroniki lub też chórów gospel?
 
– Nie wiem czym zaskoczy Kaseciarz, bo sami tego się nie spodziewamy. Ale nigdy nie spinamy się na konkretny efekt, więc tak naprawdę może nam wyjść coś zupełnie innego niż na „Motorcycle Rock and Roll”
 
– Zaczęliście już jakieś prace nad nowym materiałem?
 
– Zaczniemy w kwietniu pewnie, teraz skupiam się na robieniu Harry and The Callahans, który nagrywam z Łukaszem Cegiełką. Mieliśmy pomysł żeby zrobić hołd dla muzyki z Detroit, więc wymyśliliśmy fikcyjny zespół stamtąd. Historia jak z Rodriguezem, tylko na sterydach.
 
– Z góry propsuję pomysł. Na koniec pytanie z kategorii „z dupy”: koty czy psy? I dlaczego?
 
– Dawniej koty, ale teraz psy też są ok. Generalnie zwierzaki są bardzo miłe.
 
– Ano są. No dobra, man. Dziękówka za wywiad i do zobaczenia!
 
– Dzięki!