Mogę śmiało powiedzieć o sobie, iż jestem miłośnikiem kina gangsterskiego. Niejednokrotnie w rozmowach z przyjaciółmi wplatałem cytaty z klasyków gatunku („Ojciec Chrzestny”, „Scarface”, „Chłopaki z ferajny” itp.). Z tym większą ciekawością zabrałem się za obejrzenie filmu „Gangster” (ang. tytuł „Lawless”) i mogę szczerze powiedzieć, iż nie zawiodłem się na tej produkcji, a wręcz przeciwnie. Jest to zdecydowanie jak najbardziej godny przedstawiciel gatunku.
lawless-poster
Akcja filmu rozgrywa się w czasach prohibicji, które są zdecydowanie są mroczną kartą w historii Stanów Zjednoczonych, naznaczoną przestępczością zorganizowaną i wielością aktów przemocy (cóż niedobór alkoholu robi z człowiekiem? – można by przekornie zapytać). Historia opowiedziana w „Gangsterze” jest oparta na faktach i nie rozgrywa się w wielkich miastach (pojawia się raczej epizodycznie Floyd Banner – w tej roli rewelacyjny Gary Oldman), tam gdzie w „branży” brylowali tacy ludzie jak Al Capone. Film przenosi nas do hrabstwa Franklin w stanie Virginia, gdzie na terenach wiejskich żyją sobie ludzie i zarabiają z pędzenia bimbru. Wyjątkowym szacunkiem wśród tychże cieszą się trzej bracia Bondurant: Forrest, Howard i Jack. Są oni uważani przez zamieszkałą te tereny ludność, za nieśmiertelnych, gdyż niejednokrotnie udało im się uniknąć śmierci, którą – jak by się wydawać mogło – zgotował im los. Spokój całej okolicy zostaje zburzony w momencie gdy pojawia się agent specjalny z Chicago, Charlie Rakes (Guy Pearce), który to, będąc prawą ręką prokuratora, chce ściągać haracz z utargów bimbrowników. Wielu z nich ulega i idzie na układ, jednak nie bracia Bondurant – dla nich byłby to dyshonor. W ten sposób rodzeństwo przechodzi w stan wojny ze złowieszczym „stróżem prawa„, którego nie lubią także podwładni mu szeryfowie. Jak dotąd żyli w doskonałej komitywie z mieszkańcami, którzy zawsze znaleźli dla nich słoiczek jakiegoś trunku.

 Autorem scenariusza jest Nick Cave. Nie jest to pierwsza kolaboracja muzyka z filmem – to już druga produkcja, odnośnie której reżyser John Hillcoat poprosił go o napisanie scenariusza. Wcześniej współpracowali przy „Propozycji” („The Proposition”). Do obu filmów zresztą Cave wespół z Warrenem Ellisem nagrali ścieżkę dźwiękową. Kto zna muzyczną działalność Mikołaja, ten wie, że potrafi on w mistrzowski sposób budować klimat i nastrój. Jak widać – tyczy się to nie tylko muzyki. „Gangster” jest estetycznym mistrzostwem – malowniczość jego jest imponująca, na co bez wątpienia wpływa też świetnie napisany scenariusz.
Ten natomiast jest oparty na książce „The Wettest County in the World”, której autorem jest Matt Bondurant, wnuk Jacka, najmłodszego z trójki bohaterów. „Bohater” to słowo bardzo adekwatne, gdyż w przeciwieństwie do większości produkcji kina gangsterskiego, tutaj tytułowi gangsterzy nie są bynajmniej czarnymi charakterami.
lawless
Trójka braci to bardzo ciekawe persony. Silnoręki Howard (Jason Clarke) obdarzony niewyobrażalną krzepą. Solidnej postury Forrest (Tom Hardy), który ponadto przywodzi rodzeństwu z racji dużego zmysłu organizacyjnego i siły charakteru. Najmłodszy Jack (Shia LaBeouf), na którym w gruncie rzeczy skupia się akcja filmu, jest nieopierzony i obserwując jego losy widzimy jak przychodzi mu przejść szybki kurs dojrzewania. Między innymi ze względu na zaloty ku Berthie (Mia Wasikowska), córce pastora, chce szybkiego rozwoju rodzinnego biznesu.
Gra aktorska to jakość o której warto wspomnieć. Charyzma, która bije od Forresta, pokazuje na jak wysokiej pozycji wśród aktorów jest teraz Tom Hardy. Zdecydowanie nie jest softy, to pokazał już w zeszłym roku jako Bane w „Mroczny Rycerz powstaje”, gdzie nawet nie potrzebował operować mimiką twarzy. LaBeouf i metamorfoza jaką na naszych oczach przechodzi Jack Bondurant także jest godna wzmianki. Charlie Rakes ma odrażającą osobowość i jest czarnym charakterem, który od samego początku budzi niechęć – mistrzowska rola Guya Pearce`a. Postać o której chciałbym wspomnieć jeszcze to młody Cricket Pate, w którego wcielił się Dane DeHaan – młody chłopak, „złota rączka”, który wspiera proces destylacji i nadzoruje jakością w interesie Bondurantów. Jest to też bliski kumpel najmłodszego z braci.
„Gangster” to produkcja na najwyższym poziomie. Składa się na to wiele aspektów – sporo z nich wymieniłem wyżej. Dobra historia (napisana przez życie, skądinąd), świetnie przełożona na scenariusz. Wybornie wyreżyserowana i okraszona także najwyższej próby muzyką. Najważniejsza jednak rzecz to klimat – tego nie można temu obrazowi ująć. Jest to swoiste spoiwo, które łączy wszystkie wymienione wcześniej elementy. Film, który pozwala nam się przenieść w inne realia i oderwać od rzeczywistości, to jest, moi drodzy, sztuka. „Gangster” ma to coś. Jest to kino najwyższej jakości, mogące zadowolić nie tylko miłośników gatunku – poza który zresztą zręcznie wychodzi, oferując widzowi wiele, wiele więcej. Naprawdę polecam.

Linki:
IMDb
Filmweb
Facebook