Przyznam się osobiście, że długo czekałem aż Trey Parker i Matt Stone sięgną po motywy z „Gry o Tron” i wykorzystają je w swoim serialu. No i stało się i to z niemałym przytupem. Jeden z najpopularniejszych seriali świata zagościł w „South Park”. Stało się to zresztą w trzyodcinkowej historii, a te wyjątkowo udają się autorom. Warto wspomnieć np. „Imaginationland” czy „The Coon & Friends”. Jako maniak serialu, byłem zachwycony rozwojem tej historii, której poszczególne tytuły są następujące: „Black Friday”, „A Song of Ass and Fire” i „Titties and Dragons”.

Trzon historii to nadchodzący wielkimi krokami Black Friday. Jest to owiany historią dzień po Święcie Dziękczynienia, który cechuje się ekstremalnymi promocjami w supermarketach. Swoją nazwę dostał dzięki niesłychanej rywalizacji pomiędzy klientami, gdzie dochodzi do rękoczynów, aktów agresji i wyrywania sobie towaru. Parker i Stone, wraz ze swoją skłonnością do hiperboli i zamiłowaniem do abstrakcji, mogli rozwinąć skrzydła. Ochrona supermarketu to rzecz jasna odpowiednik Straży Nocnej znanej z „Gry o Tron”. Tutaj do pracy tymczasowej zgłasza się Randy, ojciec Stana.
Chłopcy planują atak na galerię handlową aby nabyć nową konsolę i dochodzi do podziału na zwolenników Playstation 4 i X-Boxa One. Tym pierwszym przewodzi Księżniczka Kenny, który/a jest odpowiednikiem Daenerys i ma nawet szczura – zamiast smoka. Drugi obóz ma jako lidera Czarodzieja Cartmana. Stan i Kyle, nierozłączni przyjaciele, także są podzieleni. Słysząc o nadchodzącej wojnie z pomocą chłopcom spieszą Bill Gates oraz Kazuo Hirai, prezes Sony. Ten pierwszy zaopatruje w broń palną zwolenników konsoli X-Box One, natomiast Kenny dostaje od japońskiej korporacji medalion, dzięki któremu zmienia się w japońską księżniczkę rodem z anime. Jest kilka scen w trzecim odcinku, które fantastycznie bawią się tą stylistyką. Naprawdę jest pięknie.

Aby dowiedzieć się więcej o fabule książki Butters i Scott Malkinson na polecenie Cartmana udają się do George`a R.R. Martina, gdzie zmuszeni są do wysłuchiwania chóralnych piosenek z jednym słowem „wiener” (ang. parówka, tym terminem określa się penisa) na nutę (oczywiście) intra „Gry o Tron”. Wcześniej Butters w rozmowie z Cartmanem żali się, że obejrzał cały serial (musiał nadrobić zaległości przed nadchodzącą wojną), ale jedyne co zobaczył to same penisy. Wyraźnie wyśmiane zostało zamiłowanie R.R. Martina do erotyki w jego powieściach (a co za tym idzie – w serialu). Autor zostaje zabity przez jednego z klientów chwilę przed szturmem na galerię. Właśnie dlatego, że nie przestaje gadać o penisach, zamiast przeciąć wstęgę i wpuścić dziki tłum do środka.

Rozbrajający jest motyw wesela, który musiał się oczywiście pojawić w serialu. Tutaj chłopcy wpadli na pomysł by dostać się do galerii przed tłumem dzięki wynajęciu restauracji Red Robin, która mieści się przy galerii. Wmówili obsłudze, że Tom Hanks i Beyonce biorą ślub.
Nie mogło się obyć bez zdrady, których w sumie jest kilka, na wzór wiadomo-jakiego-serialu. Narady poprzedzające knowania odbywają się w ogrodzie, którego właściciel wydziera się na Cartmana zdradzając jego spiski dyskutantom. To jeden z high-lightów tego trzyodcinkowca (obok tatuażów Billa Gatesa: „1976 MS-Dos”)
Cały finał historii przebiega dosyć szybko, wliczając w to ostateczny pojedynek producentów konsol w którym Gates zabija prezesa Sony. I niby wygrywa najnowszy X-Box, ale wygrana nie jest zbyt słodka dla Cartmana, Księźniczki Kenny i reszty. Cała galeria handlowa w miasteczku przypomina pobojowisko.
Od samego początku serialu „South Park” opierał on się silnie na szyderze, zwłaszcza z amerykańskiego społeczeństwa. Najistotniej wszak komentuje on to co się dzieje w USA właśnie. Mimo tego jednak w historii tej opowieści wygrała konsola produkowana przez amerykańską korporację (Przypadek? Nie sądzę). Pęd tego narodu za konsumpcjonizmem i to jak faktycznie wygląda Black Friday (wplecione są prawdziwe zdjęcia) samo w sobie jest karykaturą. Wystarczyło ją posmarować „lekką” hiperbolą i gotowe. I to wszystko w oparciu o motywy z „Gry o Tron”.
Jaki jest morał? Nie mogło go oczywiście zabraknąć. Polegał oczywiście na uświadomieniu sobie przez chłopaków (wyrażony został przez Cartmana), że tyle tygodni nie grali na konsolach żadnych, a świetnie się bawili na polu (tak, jestem z Krakowa) szykując na ten jeden piątek. Warto więc czasem wyłączyć konsolę, czy też komputer i wyjść na zewnątrz. Pobawić się analogowo. Tego Wam życzę!