Angole i Amerykanie mają takie powiedzenie: gówno się zdarza, prawda? Ja nie jestem takim strasznym malkontentem – wbrew temu co myślą niektórzy moi znajomi. Ale czasem człowiek zaczyna pękać. Praca jest chujowo płatna i nie rozwija. Dziewczyna, którą mega polubiłeś, przestała się odzywać i jest w tym diabelnie konsekwentna. Znowu brakło paru złotych na paczkę ulubionego tytoniu. Ogólnie każdy zna takie stany, które przez niezależne zespoły naukowców i badaczy określane jednoznacznie są jako: chujnia z grzybnią. Sprawia to, że zostajesz wybity kompletnie ze swojego stanu flow. Nabywasz zwyczaj westchnień ze słowami „kurwa mać” w myślach.No i tak leżę sobie w ostatni czwartek i mam doła, słucham smutnych piosenek, grzebię palcem w pępku. Słuchałem sobie akurat kawałka „Dust in the wind” grupy Kansas i zobaczyłem w myślach smutny obraz. I nagle patrzę na stolik, gdzie leży blok techniczny, ołówki i cienkopisy. Zerwałem się i zacząłem rysować. Zajęło mi to 3 minuty, wrzuciłem zdjęcie rysunku na mojego Instagrama i szczerze nie pamiętam jak dawno nic mi nie sprawiło tak olbrzymiej przyjemności, odczułem olbrzymią radość. Słońce przebiło się przez chmury. No i rysuję dalej, zdjęcia rysunków umieszczam na Insta. Myślę nad powrotem do rysowania komiksów, założeniem bloga rysunkowego. Nowe koncepcje, dalej i do przodu.

„All we are is dust in the wind” #drawing #art #rysunek

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marcin Karolak (@psychodelikatny)

Piszę to ponieważ każdy i każda z Was ma gdzieś w sobie to samo coś, co napędza i czasem ciężko się przemóc – wiadomo. Ale ten moment kiedy zerwiesz się z łóżka i zrobisz to czego pragniesz jest piękny – to jak zbawienie, za życia. Tytuł tego wpisu to cytat z piosenki The Cranberries. Trochę Wam ściemniłem – zbawienie nie jest całkiem za darmo. Blok, cienkopisy i ołówki to koszt kilkunastu złotych, ale czy nie wydajesz więcej wieczorem w knajpie, płacząc nad swoim życiem?
Praca przyjdzie lepsza. Są też inne dziewczyny. Raz można zapalić gorszy tytoń. Sam bym sobie nie dał rady, ale już ja i moje cienkopisy razem jesteśmy nierozjebywalni. Życzę Wam, moi drodzy, znalezienia swojej niszy i miejsca szczęśliwego (locus amoenus) w tym grajdole zwanym życiem.