Wspominałem już kiedyś, że planuję tego rodzaju cykl, tak więc dzisiaj rusza „Sztuka na wtorek”. Wtorek nie jest zbyt sympatycznym dniem – nie jest to już wprawdzie poniedziałek, ale wciąż jest dosyć słabo. Tym bardziej zatem warto w taki dzień pochylić się nad jakimś fascynującym dziełem sztuki. No i właśnie w tymże cyklu takowe mam zamiar omawiać. Zobaczymy jak to się przyjmie na blogu. Na pierwszy strzał pójdzie jeden z moich ulubionych obrazów, czyli „Kochankowie”, których autorem jest belgijski surrealista Rene Magritte.To co widzimy, to dwoje całujących się (tytułowych) kochanków. Jednakże ich głowy zawoalowane są tkaniną. Może to prześcieradło? A może to chusty? Skrycie twarzy bohaterów może mieć wiele znaczeń. Materiał jest biały – czysty. Może symbolizować to ich wzajemny obraz drugiej osoby: wybielony poprzez wzajemną (ślepą?) miłość. Przez to też nie są w stanie zobaczyć jakimi są naprawdę – wzrok nie dostrzega nic poza materiałem. Tkaniny mogą także symbolizować anonimowość i to, że nawet mimo intymności, która jest między mężczyzną i kobietą – są dla siebie tajemnicą

the-lovers

Rene Magritte „Kochankowie” (franc. „Les Amants”), 54×73 cm, olej na płótnie

Myślę też o jeszcze jednej interpretacji związanej z (nie)możliwością zaspokojenia. Oscar Wilde w swoim szlagierowym dziele ustami lorda Henryka wysnuł swoistą apoteozę papierosa, który „jest jak pocałunek, ponieważ daje przyjemność, ale nie zaspokaja”. Bo czy w najbardziej intymnym akcie erotycznym jesteśmy w stanie tak naprawdę kiedykolwiek prawdziwie posiąść drugą osobę? Czy to nie jest tak, że zawsze jednak gdzieś jest to „prześcieradło”, które nie pozwala na bliskość absolutną i połączenie się totalne? Taką próbę interpretacyjną warto pozostawić z tymi pytaniami, na które każdy może spróbować odpowiedzieć inaczej, ale raczej odpowiedź taka zawsze będzie wymagała krztynę refleksji.
Wspomniałem o bieli płótna, które może symbolizować czystość. Popatrzmy na resztę barw. Spokojne, błękitne niebo – wręcz na swój sposób chłodne. Tuż obok jednak ściana atakująca widza i nacierająca na bohaterów czerwienią pasji, namiętności i pożądania – silnie pobudzająca, jak to czerwień. Podobnie jest z sukienką lubej mężczyzny w garniturze. No właśnie – garnitur. To może być symbolem stonowania, stabilności, a w odniesieniu do uczucia – czy to nie racjonalność, którą kochanek zatraca pomiędzy jedną (bluzka lubej), a drugą czerwienią (ściana za jego plecami)? Obawiam się, że zacząłem się zapędzać w możliwe nadinterpretacje, ale z drugiej strony: czy nie po to dano nam sztukę, aby w niej szukać jak najwięcej kontekstów?
A propos chust, należy wspomnieć o jednym traumatycznym wydarzeniu z życia malarza. Jako dziecko Magritte widział ciało swojej matki wyłowione z rzeki. Twarz miała owiniętą w koszulę nocną. Popełniła samobójstwo. Miłość powiązana ze śmiercią i motyw chusty jako całunu otwierają jeszcze więcej przestrzeni interpretacyjnych. Czy uczucie to jedyna droga by obudzić się z martwoty? By siłą pocałunku przedrzeć się przez opatulające głowy kochanków całuny?
Nie ma co do tego wątpliwości, że trauma przeżyta za młodu miała wpływ na twórczość Belga i mogłaby służyć za zupełnie niezależną i solidną rozprawkę psychoanalityczną, w kontekście zresztą wielu innych dzieł belgijskiego artysty.

Motyw chust z „Kochanków” przewija się w popkulturze i fotografii, jak choćby tu: