Patrząc na obraz Jacka Malczewskiego warto w pierwszej kolejności wziąć pod uwagę fakt, że pełna nazwa tego dzieła to „Melancholia. Prolog. Widzenie. Wiek ostatni w Polsce”. Cała „akcja” na obrazie zaczyna się od niewinnie pochylonej postaci w pracowni malarskiej (na lewo, u góry). W domyśle jest to sam autor. Ten specyficzny „autoportret” (myślę, że cudzysłów każdy rozumie) wyraźnie nakazuje oglądanie obrazu z lewa do prawa.

Spod pędzla artysty wydobywa się niezliczona chmara ludzi, różnych płci i różnego wieku. Dzierżą różnego rodzaju broń i odziani są w różne mundury. Ale są tam nie tylko żołnierze, ale i inni obywatele wyposażeni w szereg rekwizytów. Reprezentują oni przekrój kast społecznych, na przestrzeni wieku (ostatniego w Polsce – jak sugeruje sam tytuł).

Jacek Malczewski, „Melancholia”, olej na płótnie, 139 x 240 cm

Cała ta hałastra zmierza ewidentnie w stronę okna, które tutaj jest niewątpliwie dosyć czytelnym symbolem wolności. Tam jednakże czeka na nich tytułowa Melancholia, która wyhamowuje dążenia ludności, której udaje się dotrzeć do parapetu. Warto zwrócić zresztą uwagę, że osoby przy nim to starszyzna – to może oznaczać ludzi końca wieku. Wieku, w którym dążyli do niepodległości, do wyjścia przez okno. Sama natomiast „Melancholia” jasno wpasowuje się też w ducha Młodej Polski – obraz jest uznawany często za jeden ze zwiastunów tego okresu.
Ukazanie historii Polski i jej położenia to niewątpliwie jeden z nadrzędnych celi, jakie stawiał sobie Jacek Malczewski. Autor wielokrotnie wyrażał mocne przekonanie, że wielka jest rola artysty w dążeniach niepodległościowych. Jeśli tak postrzegał swoje powołanie, to wyznaczoną sobie rolę zagrał wyśmienicie.

Zastosowany w „Melancholii” motyw Korowodu mógł też zainspirować kilka lat później Wyspiańskiego w „Weselu”. Acz postacie na omawianym obrazie raczej nijak nie zdają się tańczyć. No chyba, że do jakiegoś bardzo połamanego drum`n`bassu… 😉